Pokazywanie postów oznaczonych etykietą recenzja. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą recenzja. Pokaż wszystkie posty

5.08.2012

Orbital Decay by Allen Steele - a review

This is the first novel of Allen Steele I have read. Previously I enjoyed his short stories - like "Emperor of Mars" presented in Starship sofa. Orbital Decay is an older book, written in the eighties, when space exploration steel held a promise. There are some lovely anachronisms here and there but not too much. Yet, the MacGuffin - the centerpiece around which plot was constructed has a very current resonance. Orbital Decay is a good, simple story of simple men working in space. It sets up a a theme of rising conflict between new frontier that has to confront the big brother state. What is so unique about the book is that heroes are no Astronauts but everyday Joe's - space plumbers (really a construction workers called beamjacks). This is somewhat uncommon, and I respect and admire an author who can put a perspective on what is so common in SF - Great men doing great deeds. Here they are the bad guys, and a common man prevails.
Orbital decay is a work of someone who clearly loves the SF genre, so references to books, authors and whole SF culture are abound.
The story develops rather slowly, focusing on different aspects of life in space (mostly boredom). This is shown through the eyes of few people living in the "Olympus" space station. The conclusion was well worth going through the slow parts. A hard SF with a bit of poetic ending and a story of redemption. I certainly am glad I picked this book up.
And a little spoiler - the most awesome reentry ever!

29.09.2011

A bunch of gaming reviews

Here are my thoughts on couple of RPG materials that I have been reading recently:
GURPS: Espionage - I cannot recommend this book enough. GURPS indeed deserves it's reputation of having well researched materials in a form that can be used for gaming. This particular gem allows putting espionage, counterintelligence and different covert ops in your campaign. Not only it contains usual assortment of gadgets, character templates and such but also incredible amount of real histories of spy rings and operations. I love the section describing different espionage operations and the discussion how you can you can introduce espionage into different campaigns. Again, this being GURPS it is not something ready to play. But if you are willing to come up with scenarios of your own it is excellent!
GURPS: Cliffhangers - A very well written sourcebook full of ideas. Although written for GURPS it can be used for any other system. It contains a time line of thirties, a seizable geographical sections dealing with possible adventure ideas for a given country, there is of course an equipment table, templates of adventurers, chock-full of scenario seeds, a section on scenario design and creation of memorable villains and more. Altogether an excellent supplement for GM. It has characteristic GURPSy "dryness" - i.e. no fluff and no imposed ideas. It is a toolkit for people who want to develop their own ideas. Big thumbs up!
I wreszcie coś po polsku - doskonały dodatek wypuszczony przez wydawnictwo Gramel:
Sensacja i Przygoda - Pulpowy podręcznik, który przeczytałem po GURPS: Cliffhangers, tym razem do mechaniki Savage Worlds. Mam wrażenie, że jest luźniejszy, mniej w nim suchych informacji, więcej klimatu. W jakimś sensie oba te podręczniki się uzupełniają. Szczególnie przypadły mi do gustu sekcje dotyczące Polski, w szczególności wywiadu. Za spory plus uważam generator przygód. Z drugiej strony przeszkadzają literówki i drobne błędy (np w tabelce broni). Ogólnie nie ma się jednak co czepiać. Dobra pozycja i do tego po polsku!

5.09.2011

Recenzja „Przez kraj ludzi, bogów i zwierząt”

Wydawnictwo Gramel ogłosiło w sierpniu konkurs na scenariusz do dodatku Sensacja i Przygoda. Mniej więcej w tym czasie odbył się finał konkursu Sensacyjno-Fabularnego. Tak mi się jakoś te konkursy pomieszały, że postanowiłem napisać scenariusz, w którym pojawiłaby się postać Ferdynanda Ossendowskiego.Zabrałem się więc za czytanie Wikipedii, i po serii artykułów począwszy na biografii pisarza, poprzez „krwawego barona” Ungern von Sternberga, Bogd Chana aż po bitwę pod Chałchyn Goł nabrałem przekonania, że zarówno Ossendowski, jak i Mongolia to fascynujące tematy warte, wnikliwszej uwagi. Z tym przekonaniem zabrałem się za najsłynniejszą książkę Ossendowskiego - „Przez kraj ludzi, bogów i zwierząt”.
Jest to krótka pozycja, licząca nieco ponad dwieście stron, którą pochłonąłem w przeciągu kilku dni. Pamiętnik ucieczki z ogarniętej wojną domową Rosji jest napisany w prostym, reportażowym stylu. Z tekstu co rusz przebija nienawiść Ossendowskiego do komunistów, choć zważywszy na opisane tam okrucieństwa Armii Czerwonej i „Czeka”, jest to zrozumiałe. Patriotyzm i duma Ossendowskiego z faktu, że jest Polakiem jest poruszająca i nieco staroświecka. Trudno mi sobie wyobrazić, kogoś, kto pisałby współcześnie w taki sposób.
Ossendowski jest przyrodnikiem – z zapałem i kunsztem opisuje przyrodę Syberii i Mongolskich stepów, zwyczaje napotkanych ludzi, ich wierzenia. W lekturze „Przez kraj ludzi, bogów i zwierząt” poruszył mnie szacunek autora do wierzeń ludów wschodu - szczególnie buddyzmu. Kontrastuje to szczególnie mocno z nienawiścią do komunizmu. Patrząc na tamte czasy zawsze spodziewałem się pewnej dozy wyniosłości z jaką Europejczycy patrzyli na „prymitywne” kultury wschodu. Do pewnego stopnia jest tak nawet teraz w naszej oświeconej i świadomej kulturowego relatywizmu epoce. Ossendowski jest jednak inny. W książce prezentuje się, jako osoba ciekawa zwyczajów i szanująca kulturę mongolskich koczowników. Nie jest jednak w żaden sposób nią zaślepiony. Od zachwytu nad architekturą, czy głęboką pobożnością przeskakuje do krytyki zabobonności i ciemnoty. Od wysławiania pracowitości i przemyślności mieszkańców Syberii do niechęci i pogardy wobec ukraińskich kolonistów. Od wychwalania wielkości kultury chińskiej poprzez wykpiwanie chińskich urzędników. Niewątpliwie jest to wytwór swoich czasów – książka, której autor nie przejmuje się polityczną poprawnością, czy obiektywizmem.
Czytelnik „Przez kraj ludzi, bogów i zwierząt” towarzyszy Ossendowskiemu w fascynującej podróży – przez wielkie połacie Azji – tajgę i góry Syberii, stepy Mongolii i wzgórza Tybetu. Spotkanie ze światem, który zniknął w otchłani czasu, zniszczony przez wojnę domową i komunizm. Świat w którym broń maszynowa i tętent kopyt miesza się z buddyjskimi klątwami. W którym nieuchronny postęp styka się z mitem. Wiele razy, czytając tę książkę zadawałem sobie pytanie – jak wiele z tej opowieści jest prawdą, a ile zmyśleniem. Niektóre z opowieści zrelacjonowanych przez Ossendowskiego brzmią nieprawdopodobnie, aż trudno w nie uwierzyć. Wszystkie są jednak ciekawe. Dlatego myślę, że warto spędzić trochę czasu nad lekturą „Przez kraj ludzi, bogów i zwierząt”. Jest tego warta.

19.08.2011

A review of "Adventures" by Mike Resnick

Last week, while I was browsing through an excellent SFsignal webpage I happened to stumble upon a name of Mike Resnick. Few minutes later I was reading his bio on Wikipedia and remembering Kirinyaga and other short stories published in Nowa Fantastyka, years ago when I still subscribed it. I decided I will listen to some interviews with him and afterwards I set my eyes at his book called "Adventures" - a collection of stories about reverend doctor Lucifer Jones and his quest to build tabernacle of Saint Luke. It is a short book taking place in Africa in the 1920-1930 period that is sparse on description but rich in amusing dialogs between Lucifer and people he meets there. "Adventures" is a story about a con-man that somehow always menages to get the short end of the stick and falls on his back, yet always stands up, dusts him self and continuous trudging on through the hardships of life.
I was laughing hard several times while reading and if you want something light, say while traveling, I am sure this book will be worth your time. If you like Terry Prattchet "Discworld" or even better "Three men in the boat" be Jerome K. Jerome - you should give Lucifer Jones a try. See a world through eyes of a man of the cloth (and all this) that tries to convert "godless heathens" in the Dark Continent.

16.08.2011

Recenzja „Graj Trikiem“ Ignacego Trzewiczka


Książka kontynuująca temat warsztatu Mistrza Gry, poświęcona tym razem różnego rodzaju sztuczkom, jakie można zastosować przy stole: dekoracji, muzyce, gadżetom, mapom, listom, itp. Jest to treściwa pozycja, napisana jednak z werwą i miłością tematu. Przyznam, że choć sam uważam się z fanatyka RPG, który poświęca im więcej czasu, niż jest to rozsądne, kilka razy zbierałem szczękę z ziemi, czytając o wcielonych w życie pomysłach Trzewika.
Tak jak i w przypadku poprzednich pozycji z serii „Graj ...“, czyta się tą książkę szybko i, przynajmniej w moim wypadku, z wielką przyjemnością. Zamierzam zastosować wiele z pomysłów tutaj zawartych na własnych sesjach - zarówno gadżetów, takich jak obrus, gra światłem, aż po karteczki ze snami, czy wydarzeniami. Dużo jest tego i podobnie jak w przypadku poprzednich części szybko ulatniają się z głowy. Zaletą „Graj z ...“ jest to, że można je przekartkować przed sesją, ot tak - dla inspiracji.
Chciałbym polecić tę książkę innym RPG-owym pasjonatom, którzy tę rozrywkę traktują poważnie. Z pewnością nie jest konieczna wszystkim MG, ale tym, którzy żyją medium gier fabularnych, z pewnością sprawi przyjemność.

22.08.2009

Honor Harrington for president!

I have just finished reading the fourth book in “Honorverse” series by David Weber. It is entitled “Field of Dishonor” and takes place directly in the aftermath of the “Short victorious war”. I have a special place in my heart for Harrington series. I am fully aware that it will never take a place in the SF hall of fame and Weber's creation is far below the pinnacles of Science Fiction literature such as works of William Gibson's, Neil Stephenson, Asimov, Heinlein et cetera. Yet, I feel such a sheer joy and excitement while reading about brave captain's exploits that I cannot stop myself from picking up consecutive books in the series. The whole cycle tells a story of Honor Harrington, a woman serving in Royal Manticoran Navy as a captain of space warships. She is a larger than life figure – a genius strategist, brave leader, loved by her soldiers, an honest person among scheming politicos and admirals. In a way she reminds me Paul Atreides from Frank Herbert's “Dune” - there is no way such a virtuous person could possibly exists, yet if she did people would sacrifice a lot for her – as they do in these books. She opposes villainous, colorful enemies such as Pavel Young – corrupt nobleman that disregards other humans as toys to be played with and discarded when used, as well as numerous enemies of her kingdom's archenemy – The People's Republic of Haven. The setting is rich in both political intrigue and spectacular battles, full of interesting characters and societies. It is not exactly my favorite type of science fiction – it does not deal with social consequences of technological development. It does, on the other hand, use few scientifically impossible concepts to create a believable basis for a setting and then rigorously sticks to it. So yeah, FTL works, and the drives have a weird side effect that enables return to XVIII-XIX century naval tactics to the cosmic field of battle – but this scientific impossibility is a small price to pay for such a nifty setting. It is a series that will be a pure pleasure for people interested in military, less so for the rest of people. I myself was never particularly interested in war stories but I cannot help but enjoy adventures of Harrington. As a side effect – Harrington's seems to me to be the most awesome female character I ever read about – in the “She kicks ass on the massive scale” sense of awesome, so I guess it makes me a bit less of a male chauvinistic pig with every book I read, which can only be a good thing.
If you are not afraid of high adventure in space – read David Weber!

5.08.2009

SFFiH numer 25 - recenzja

Staram się nadrabiać zaległości w czytaniu SFFiH. Idzie mi to jak po grudzie. Na półkach piętrzą się stosy nieprzeczytanych książek, na dysku czekają rozliczne pdf-y z naukowymi pracami, z którymi powinienem był się zapoznać przed miesiącami. Do tego internet kusi ciekawymi newsami, filmami itp. Mimo wszystko od czasu do czasu sięgam na półkę po kolejny numer SFFiH, aby nacieszyć się polskimi opowiadaniami.
Ostatnio dotarłem do numeru 25 z listopada 2007. Jak tak dalej pójdzie, to na bieżąco będę czytał to czasopismo na emeryturze.
W tym numerze spodobała mi się „Infernalizacja” Piotra Patykiewicza – przynajmniej jej pierwsza część. Zapowiadało się na prawdę na niezły horror. Szkoda, że końcówka zmieniła się w dziwaczny szpiegowsko/anty-islamski paszkwil. Rozumiem, że autor chciał uzasadnić wydarzenia, jakie zaszły w wykreowanym świecie, ale powstało dziwactwo. Podobał mi się pomysł żony głównego bohatera gotującej mu piekło – ale co w tym wszystkim robiły służby specjalne? Dziwne i trochę rozczarowujące. Czytało się jednak dobrze, dawało do myślenia i pierwsza część wciągnęła mnie niepomiernie, więc z zainteresowaniem przeczytam kolejne produkcje tego autora.
„Zdarzenie na Kaiser-Re” Andrzeja Miszczaka – dobre, krótkie opowiadanie SF. Czekam na więcej.
„Stara Gwardia” Dawida Juraszka nie wzbudziła we mnie specjalnego entuzjazmu. Bardzo lubię opowiadania o Xiao Longu, z pewnością sięgnę po „Białego Tygrysa”, ale tekst o Cairenie był rozczarowujący. Może to zbyt ostro powiedziane – przeczytałem opowiadanie z zainteresowaniem, widzę potencjał na dalszy ciekawy rozwój bohatera i świata przedstawionego. To, co mnie zawiodło w tym tekście to kompletny brak realizmu dotyczący pułapek w grobowcu Cesarza, który jakoby został pochowany w nim przed tysiącami lat. Czytając tekst fantasy oczekuję, że twórca nie będzie mnie zmuszał do zawieszania niewiary ponad miarę. Zrozumiem magię, czy smoki, zrozumiem poruszające się terakotowe rzeźby – dobry pomysł do konwencji. Ale komnata ze strzałami przebijającymi się przez kamień, które następnie powracają do „magazynków” celem powtórnego wykorzystania – powiem kolokwialnie „bez jaj”. Nie chcę zrzędzić, sam nie mam się czym pochwalić, ale jako czytelnik proszę pisarza o nie utrudnianie mi cieszenia się jego skądinąd świetną twórczością.
Na konie mój ulubieniec z tego numeru - „Struktura” Wojciecha Piechoty. Dobre opowiadanie hard science fiction w stylu klasycznym – to znaczy nie „zabili go i uciekł”, ale historia o poznaniu nieznanego. Jestem biologiem, który interesuje się komputerami i wiele razy zastanawiałem się nad problemami przedstawionymi przez autora. Za takie teksty cenię gatunek science fiction. Może przydałoby się trochę przemocy i brutalności oraz głębszych interakcji pomiędzy postaciami, ale nie ma co zrzędzić – gratuluję dobrej roboty.

2.01.2008

Symbiotyczna planeta - recenzja


Powszechność symbiozy w ekosystemach jest faktem, z którego nawet biolodzy nie zdają sobie do końca sprawy. Książka Lynn Margulis jest entuzjastycznym peanem na cześć symbiozy, która jest nie tylko niezbędnym elementem życia na ziemi, ale również istotnym czynnikiem kształtującym ewolucję życia na Ziemi.

„Symbiotyczna planeta” jest interesująca również jako materiał dla filozofa nauki. Autorka książki, jest, według mnie, na czele naukowej rewolucji grożącej staremu paradygmatowi. Teoria ewolucji jako akumulacji mutacji prowadzących w konsekwencji do tworzenia nowych form życia cierpi z powodu nieustannych ataków fundamentalistów chrześcijańskich, którzy pod pozorem naukowości próbują zaprzeczać i dyskwalifikować ewolucję jako fakt naukowy. Jednym z koronnych argumentów mających, jakoby obalić ewolucjonizm, jest tzw. nieredukowalna złożoność. Przedstawiona przez Margulis teoria seryjnej endosymbiozy (ang. serial endosymbiosis theory – SET), w jej skrajnej wersji, jest odważną, ale niezmiernie elegancką próbą wyjaśnienia różnorodności życia na Ziemi. Według tej teorii linie rozwojowe, nie tylko rozchodzą się od siebie w skutek mutacji, ale schodzą na skutek symbiozy. Powszechnie znanymi i akceptowanymi przykładami takiego właśnie zlania się linii rozwojowych jest powstanie oddychających tlenem Eukaryota poprzez symbiozę z bakteriami tlenowymi, które przekształciły się w mitochondria oraz fotosyntetycznych Eukaryota, które powstały poprzez inkorporację sinic. Margulis posuwa się o krok dalej prezentując koncepcję, według której, wici powstały w skutek symbiozy organizmów jednokomórkowych z krętkami Spirocheta.
Ze zrozumiałych względów ta ostatnia hipoteza spotkała się oporem środowisk akademickich. Margulis co rusz krytykuje stare dogmaty dotyczące ewolucji i systematyki. Prezentuje przy tym ciekawą analizę przyczyn, które leżą u podstaw problemów współczesnej biologii. Według niej karygodnym błędem jest stosunek większości naukowców do bakterii, które są postrzegane jedynie jako źródło chorób. Jeszcze poważniejszym zaniedbaniem jest ignorowanie pierwotniaków, dla których Margulis proponuje nazwę protoktisty. Biolodzy i, co ważniejsze, ewolucjoniści odcinają się nieświadomie od podstawowego źródła wiedzy o bioróżnorodności i ewolucji, jaką jest analiza tych organizmów.

Kolejnym zagadnieniem jaki omawia autorka „Symbiotycznej Planety” jest biogeneza. Jest ona zdecydowanym krytykiem teorii panspermii, słusznie zwracając uwagę na fakt, że odsuwa ona jedynie ten problem poza Ziemię nie starając się wyjaśnić jak życie mogło powstać. W dodatku panspermia może być odebrana jako odwołanie się do siły wyższej, co jest niedopuszczalne dla nauki. Autorka przedstawia znane powszechnie eksperymenty Millera – tworzenie skomplikowanych związków organicznych w pierwotnej atmosferze ziemi, reakcję Biełusowa-Żabotyńskiego , jako przykład reakcji samo podtrzymującej, autokatalityczne własności RNA, a także doświadczenia nad liposomami - sferami składającymi się z fosfolipidów, które są podstawowymi składnikami błon biologicznych. Definitywna odpowiedź na pytanie jak powstało życie pozostanie za pewne jeszcze długi czas niedostępna, ale jest to jedno z najbardziej interesujących zagadnień współczesnej biologii.

Margulis przedstawia symbiotyczną hipotezę powstania płci, jako reakcji obronnej prokariotów na warunki długotrwałego stresu. Według niej u podstaw płci mógł leżeć kanibalizm. Zestresowane, głodzone komórki pierwotniaków atakują często inne osobniki tego samego gatunku. Czasem atak jest nieudany i kończy się połączeniem jąder komórkowych kanibala i jego ofiary. Takie podwojone, diploidalne komórki dzielą się ponownie dopiero po ustaniu czynnika stresowego. Nietrudno sobie wyobrazić, że takie właśnie zdarzenie mogło dać podstawę powstaniu płci.

Kolejnym zagadnieniem poruszanym w książce jest kolonizacja lądów, przez powstałe w morzach, życie. Było to możliwe dzięki ścisłej kooperacji glonów i grzybów. Jako przykład Margulis przedstawia porosty, które rosną pod warstwą śniegu, przerastając leżące pod śniegiem skały na głębokość kilku milimetrów. Rok po roku ich wzrost powoduje erozję skały stwarzając warunki wzrostu dla innych organizmów. Mikoryza – symbiotyczny związek roślin i grzybów, który ułatwia roślinie pobieranie wody w zamian za związki organiczne, jest niezbędna dla życia większości gatunków roślin na Ziemi. Poruszone w tym rozdziale problemy łączą się bezpośrednio z kolejnym rozdziałem, poświęconym koncepcji Gai. Autorka stara się w nim zwalczyć mistykę jaką jest otoczona, stworzona przez Jamesa Lovelocka, hipoteza.

W swojej istocie hipoteza Gai oznacza, że Ziemia, na skutek istnienia żywych organizmów, stała się samoregulującym układem, czego doskonałym przykładem jest fakt istnienia tak dużej ilości tlenu i metanu w atmosferze. Wracając zaś do mikoryzy. Jest ona w dużej części odpowiedzialna za obieg wody. Korzenie drzew, wespół z grzybowymi partnerami, zatrzymują w glebie ogromną ilość wody.

Margulis przedstawia niezwykle optymistyczną wizję życia na Ziemi. Jest nie tylko daleka od charakterystycznego ewolucjonistom fatalizmu - „Natura czerwona w kły i pazury”; ale również krytykujących cywilizację fanatycznych obrońców przyrody. Według autorki życie na Ziemi jest bezpieczne. Ludzkość, zadufana w sobie, jest zbyt słaba, żeby mu zaszkodzić. Czy jednak jesteśmy w stanie obronić się przed samymi sobą jest całkiem inną kwestą. Za najlepszą ilustrację niech posłuży ten oto cytat: „Słyszę docierające ze wszystkich stron głosy obrońców naszych braci mniejszych – Dałem sobie świetnie radę zanim cię spotkałem, dam sobie radzę i teraz”.
Muszę powiedzieć, że jest to dla mnie książka porównywalna ze słynnym "Samolubnym Genem", który sprawił, że biologia stała się dla mnie nauką fascynującą i na nowo rozpaliła we mnie pasję. Czuję się podobnie teraz, po przeczytaniu dzieła prof. Margulis. "Symbiotyczna Planeta" wychodzi poza obecne horyzonty nauki, rysuje nowe mapy nauki i inspiruje do spojrzenia na dotychczasowe dogmaty w sposób bardziej krytyczny.  Mam w obowiązku nadmienić, że nie jest to jednak publikacja naukowa. Nieobeznany czytelnik mógłby odnieść takie wrażenie, dlatego podkreślam, że należy do wizji prof. Margulis podejść z dozą sceptycyzmu. Wszak łatwo zbłądzić na niezbadanym terytorium. Z drugiej strony odważni odkrywcy, nierzadko ryzykując kpiny i 
utratę reputacji, nie raz udowadniają, że nasze zrozumienie świata jest niepełne, 
i tworzą lepsze modele rzeczywistości. Chciałbym gorąco polecić "Symbiotyczną Planetę" zarówno biologom, jak również zwykłym ludziom, którzy interesują się 
nauką. Jest to porywająca książka, stanowiąca fascynujący obraz pasji naukowej 
oraz ilustrująca w doskonały sposób jak funkcjonuje nauka. Serdecznie polecam.

  1. Dopiski

  • Przykład specjacji – doświadczenie z różnicowaniem się muszek owocowych hodowanych w dwóch różnych temperaturach (T. Dobzhansky ).

  • Lynn Margulis „Symbiotyczna Planeta”, Wydawnictwo CiS, Warszawa 2000.

1