05.09.2011

Recenzja „Przez kraj ludzi, bogów i zwierząt”

Wydawnictwo Gramel ogłosiło w sierpniu konkurs na scenariusz do dodatku Sensacja i Przygoda. Mniej więcej w tym czasie odbył się finał konkursu Sensacyjno-Fabularnego. Tak mi się jakoś te konkursy pomieszały, że postanowiłem napisać scenariusz, w którym pojawiłaby się postać Ferdynanda Ossendowskiego.Zabrałem się więc za czytanie Wikipedii, i po serii artykułów począwszy na biografii pisarza, poprzez „krwawego barona” Ungern von Sternberga, Bogd Chana aż po bitwę pod Chałchyn Goł nabrałem przekonania, że zarówno Ossendowski, jak i Mongolia to fascynujące tematy warte, wnikliwszej uwagi. Z tym przekonaniem zabrałem się za najsłynniejszą książkę Ossendowskiego - „Przez kraj ludzi, bogów i zwierząt”.
Jest to krótka pozycja, licząca nieco ponad dwieście stron, którą pochłonąłem w przeciągu kilku dni. Pamiętnik ucieczki z ogarniętej wojną domową Rosji jest napisany w prostym, reportażowym stylu. Z tekstu co rusz przebija nienawiść Ossendowskiego do komunistów, choć zważywszy na opisane tam okrucieństwa Armii Czerwonej i „Czeka”, jest to zrozumiałe. Patriotyzm i duma Ossendowskiego z faktu, że jest Polakiem jest poruszająca i nieco staroświecka. Trudno mi sobie wyobrazić, kogoś, kto pisałby współcześnie w taki sposób.
Ossendowski jest przyrodnikiem – z zapałem i kunsztem opisuje przyrodę Syberii i Mongolskich stepów, zwyczaje napotkanych ludzi, ich wierzenia. W lekturze „Przez kraj ludzi, bogów i zwierząt” poruszył mnie szacunek autora do wierzeń ludów wschodu - szczególnie buddyzmu. Kontrastuje to szczególnie mocno z nienawiścią do komunizmu. Patrząc na tamte czasy zawsze spodziewałem się pewnej dozy wyniosłości z jaką Europejczycy patrzyli na „prymitywne” kultury wschodu. Do pewnego stopnia jest tak nawet teraz w naszej oświeconej i świadomej kulturowego relatywizmu epoce. Ossendowski jest jednak inny. W książce prezentuje się, jako osoba ciekawa zwyczajów i szanująca kulturę mongolskich koczowników. Nie jest jednak w żaden sposób nią zaślepiony. Od zachwytu nad architekturą, czy głęboką pobożnością przeskakuje do krytyki zabobonności i ciemnoty. Od wysławiania pracowitości i przemyślności mieszkańców Syberii do niechęci i pogardy wobec ukraińskich kolonistów. Od wychwalania wielkości kultury chińskiej poprzez wykpiwanie chińskich urzędników. Niewątpliwie jest to wytwór swoich czasów – książka, której autor nie przejmuje się polityczną poprawnością, czy obiektywizmem.
Czytelnik „Przez kraj ludzi, bogów i zwierząt” towarzyszy Ossendowskiemu w fascynującej podróży – przez wielkie połacie Azji – tajgę i góry Syberii, stepy Mongolii i wzgórza Tybetu. Spotkanie ze światem, który zniknął w otchłani czasu, zniszczony przez wojnę domową i komunizm. Świat w którym broń maszynowa i tętent kopyt miesza się z buddyjskimi klątwami. W którym nieuchronny postęp styka się z mitem. Wiele razy, czytając tę książkę zadawałem sobie pytanie – jak wiele z tej opowieści jest prawdą, a ile zmyśleniem. Niektóre z opowieści zrelacjonowanych przez Ossendowskiego brzmią nieprawdopodobnie, aż trudno w nie uwierzyć. Wszystkie są jednak ciekawe. Dlatego myślę, że warto spędzić trochę czasu nad lekturą „Przez kraj ludzi, bogów i zwierząt”. Jest tego warta.

Brak komentarzy: