02.07.2010

W oczekiwaniu na 4 lipca - wybory prezydenckie 2010

Polskie wybory prezydenckie 2010 roku, to jeden z najbardziej pasjonujących spektakli politycznych, jakie mogliśmy obserwować przez ponad 20 lat. I to pomimo tego, że w porównaniu z innymi kampaniami wyborczymi tego dwudziestolecia w zasadzie nic ciekawego się nie dzieje. Po bliższym przyjrzeniu się zaistniałej sytuacji okazuje się jednak, że mamy do czynienia z nową jakością. W ustach zwolenników PiS i PO pojawiają się określenia takie jak: „sieroty po PO-PiS-ie”, czy „IV RP”, a politycy i środowiska sprzyjające obu tym partiom wymieniają się „uprzejmościami”. Nie należy się natomiast spodziewać jakiejś brutalności w stylu dziadka z Wehrmachtu, czy sfałszowanego oświadczenia majątkowego. Z uwagi na katastrofę smoleńską kampania została wyciszona. Posiłkując się metaforą: walki toczą się na przedpolach. Nastąpiło rozwarstwienie obrazu. Tym razem nie chodzi o to, kto jak wypadnie w debacie, czy co na jego temat wypłynie z archiwum IPN. Większą rolę odgrywa zaplecze kandydatów – cała galeria polityków, działaczy, dziennikarzy, przedstawicieli show-biznesu. Kampania „zamerykanizowała się” pod tym względem. Niedługo doczekamy się całych hord wolontariuszy, którzy zapukają do setek tysięcy drzwi, by osobiście namawiać do głosowania na przedstawicieli określonej partii. W istocie – nasza demokracja nie jest systemem idealnym, ale z pewnością jest najlepszym, na jaki nas w tej chwili stać. Ta kampania pomaga się temu systemowi rozwinąć.

Główni rywale wyborów 2010 pozostają „czyści”. Wykorzystał to Jarosław Kaczyński, który pokonując zmęczenie i smutek po tragedii, mógł pokazać swoje cieplejsze oblicze, a nawet próbować oczarować elektorat lewicy. Ubieganie się o wyborców kandydatów pokonanych w I turze, to zresztą najprostsze rozwiązanie. Sięgnięcie po głosy ponad 40% uprawnionych, którzy nie poszli do urn, kosztowałoby o wiele więcej wysiłku. Przy okazji po raz kolejny okazuje się, jak ważną rolę odgrywa pamięć. Przecież PiS, jeszcze nie tak dawno temu (w czasie ostatnich wyborów do PE) zachęcało ludzi do pozostania w domach. Taki nieładny manewr. Tak samo jak ten z postulowaniem wymazania SLD z partyjnej mapy Polski. Miejmy jednak na uwadze, że zamiast Jarosława Kaczyńskiego i Bronisława Komorowskiego walczą ich zwolennicy. W przypadku prezesa PiS jedną z jednostek bojowych jest Nasz Dziennik. I tak, lektura jednego z artykułów tej gazety (Małgorzata Rutkowska „Hiszpański scenariusz”, Nasz Dziennik, 22 czerwca 2010, Nr 143) przynosi bardzo zabawny fragment o „broni światopoglądowej” po jaką sięgnął niedawno przewodniczący SLD. Tą bronią ma być nauka u socjalistycznego premiera Hiszpanii José Luisa Rodrigueza Zapatero, którego rząd: przeforsował wyrugowanie nauki religii ze szkół publicznych, ułatwił procedurę rozwodów, zalegalizował związki homoseksualne wraz z prawem adopcji dzieci, a nawet dopuścił aborcję na życzenie. Teraz to z powodu chęci wprowadzenia takich zmian w Polsce będzie atakowana „lewica”. Chociaż myślę, że czasem wypomni się jej jeszcze „postkomunizm”.
Warto zwrócić uwagę na to, że Jarosław Kaczyński zdecydowanie wygrał I turę wśród polonii amerykańskiej (nie ma przy tym znaczenia to, że oddano tam tylko kilkadziesiąt tysięcy głosów). Niedawno w Stanach Zjednoczonych gościł Tadeusz Rydzyk i z artykułów komentujących tę wizytę można było dowiedzieć się, że opowiadał tam o Polsce biednej, wyprzedanej, bez nadziei. To są zupełnie nieprzystające do siebie rzeczywistości: ta, w której żyjemy i ta, prezentowana przez środowiska, które dla uproszczenia nazwijmy tu „prawicowymi”. Jeśli poświęci się dostatecznie dużo uwagi przeanalizowaniu legendarnej już zmiany Jarosława Kaczyńskiego, to wychwyci się właśnie ten nieprzystający do tego co obserwujemy na co dzień obraz rzeczywistości.

Jakiś czas trwała niepewność związana z rozbłysłą nagle gwiazdą Grzegorza Napieralskiego, uważanego za właściciela ważnej części wyborczych głosów. Komentatorzy polskiej sceny politycznej i dziennikarze spekulowali na temat targowania się komitetów wyborczych Komorowskiego i Kaczyńskiego o poparcie szefa SLD. Na szczęście sprawa ucichła, ale i tak podkreślę tutaj, że nie należy na takie manewry zwracać uwagi. To nie amerykański bestseller, w którym wszystko rozstrzyga się w gabinetach prezydenta, lobbystów i kongresmenów kilka miesięcy, czy nawet kilka lat przed głosowaniem. W polskiej polityce oficjalne obietnice składane przed kamerami nigdy nic nie znaczą. Nieoficjalnych raczej się nie zapisuje, więc łatwo o nich zapomnieć. Dlatego najbezpieczniej dla umawiających się jest po prostu „sprzedać stołek”. Ważniejsze dla części wyborców powinno być to, czy gracz Napieralski dorósł już do swej roli reorganizatora partii, przygotowującego ją do przełomowych wyborów parlamentarnych, w wyniku których mogłaby się ona stać „języczkiem u wagi”. Dopiero wtedy szef Sojuszu będzie mógł wytargować poparcie przez jedną z dużych partii kolejnych „lewicowych” ustaw.

30.06.2010

Gaz łupkowy – przemilczany problem

Jakiś czas temu w mediach pojawiły się informacje, że Polska posiada ogromne złoża gazu ziemnego w postaci tzw. gazu łupkowego. Jest to krzepiąca wiadomość w świetle ciągłych problemów z rosyjskim kurkiem gazowym. W życiu istnieje jednak zasada, że nie ma nic za darmo i jak coś wygląda zbyt pięknie, żeby było prawdziwe, to takie właśnie jest.
Istnieje pewna kwestia, która wydaje się być pomijana zarówno przez dziennikarzy, jak i polityków, którzy już liczą dochody i dzielą nieistniejące zyski. Chodzi o metodę wydobywania gazu łupkowego. W artykule zamieszczonym w Polityce z 24 Maja 2010 r. znajduje się dość przejrzysty opis technologii wydobycia gazu łupkowego, jak również problemów z nią związanych.
Aby gaz mógł wydostać się ze złoża, należy wytworzyć sieć szczelin wokół odwiertu, które umożliwiają swobodny przepływ gazu uwięzionego w skale. Szczeliny powstają na skutek pompowania pod ciśnieniem płynu ułatwiającego kruszenie skały. Proces ten nazywa się hydraulicznym kruszeniem (ang. hydraulic fracturing lub hydraulic fracking). Płyn wpompowywany do złoża, to głównie woda i piasek, który ma zapobiegać zamykaniu się szczelin. Dodatkowo może on zawierać benzynę, naftę oraz inne rozpuszczalniki i związki organiczne – benzen, toluen, formaldehyd (podaję za Wikipedią).
Niestety proces kruszenia nie jest pozbawiony negatywnych konsekwencji – i właśnie one stanowią poważny argument za trzeźwym i spokojnym przyjrzeniem się bilansowi zysków i strat związanych z wydobywaniem gazu łupkowego. W USA doszło do kilku wypadków, kiedy płyn kruszący wydostał się na powierzchnię i został rozpylony w okolicy odwiertu. W dodatku zdarzały się przypadki, że płyn kruszący, jak również gaz i związki organiczne uwolnione ze złoża, przedostawały się do wody pitnej. Opisywane są przypadki wody z kranu płonącej pod wpływem zawartego w nim gazu ziemnego – polecam fragment wywiadu z reżyserem filmu „Gasland” (6 minuta, 45 sekunda).
Oczywiście należy podejść do tych opowieści ze zdrową dozą sceptycyzmu. Mieszkańcy obszarów, na których wprowadzane są nowe techniczne rozwiązania często wyolbrzymiają problemy zdrowotne lub szukają nieistniejących korelacji. Przypadki takie towarzyszyły budowie kolei („Krowy nie dają mleka.”) i linii wysokiego napięcia („Dzieci chorują na białaczkę.”), wprowadzaniu telefonów komórkowych („Nowotwory mózgu.”). Często wnikliwe badania naukowe dowodzą, że strach bywa nieuzasadniony lub że obserwowane efekty bliskie są błędowi pomiaru.
Niestety, w kwestii wydobycia gazu łupkowego sytuację komplikuje kwestia „bezpieczeństwa energetycznego”. Dotyczy to zarówno Polski, USA i – jak sądzę – wielu innych krajów. W Stanach Zjednocznych w trosce o alternatywne źródła paliw kopalnych wprowadzono program, który firmy wydobywcze stosujące kruszenie hydrauliczne zwalnia z obowiązku przestrzegania przepisów o ochronie wody pitnej. Obawiam się, że podobna sytuacja może mieć miejsce w Polsce. Nie chcę wywoływać paniki, ani nieufności wobec motywów koncernów gazowych czy rządów, ale uważam, że ewentualne odwierty powinny być ściśle monitorowane pod względem możliwego skażenia wody pitnej.
Na szczęście są powody do optymizmu – w kongresie amerykańskim powstaje nowa ustawa mająca regulować kruszenie hydrauliczne, a szum medialny w mediach amerykańskich powinien skierować uwagę naukowców na problemy zdrowotne opisywane przez mieszkańców terenów, gdzie wydobywa się gaz tą metodą.
Na zakończenie chciałbym polecić źródła, które posłużyły mi do napisania tego artykułu:
* Fracking na Wikipedii.
* Wywiad z Joshem Foxem, autorem filmu dokumentalnego „Gasland” z telewizji HBO w audycji „Science Friday” radia NPR. Samego filmu niestety nie widziałem.
* Wywiad ze zwolennikami i oponentami wydobywania gazu łupkowego w audycji „Science Friday” radia NPR.
* Kolejny wywiad z twórcą „Gasland” - tym razem ze scenami z filmu.

09.05.2010

Treason as a plot device

I have yesterday watched Battlestar Galactica episodes “The Oath” and “The Blood on the Scales”. They were two best episodes since the very first “Miniseries” - the story of original Cylon attack on the Colonies. I realized that to a large extent this was due to the fact that it deals with insubordination and treason. But to make it even more moving you cannot help but feel sympathy or at least understanding to the traitors.
The Battlestar Galactica is a show with powerful, memorable characters. Each has an agenda, personal beliefs and some dirty secret. There is a lot of filler episodes that are not so interesting but help build the story arc and highlight some issues that will spring characters to action no matter the consequences. I think that there is something incredibly wicked in creating a plot where we see characters that we care about do something abominable because they firmly believe that this is the only way to save the day. And then watch as their hopes are crushed and they see how they were fooled by unscrupulous villains.
The treason or betrayal was always something the kept me turning the pages of the book or stare at the screen with an unmatched consequence. Especially, when traitor's think they do a good thing. I was so emotionally invested in the story of BSG as I was in Vernor Vinge's “A deepness in the sky” for the similar reasons. I couldn't stop myself waiting for a resolution of story – the day of reckoning. To watch the bravery and sacrifices of people that lost everything, but had a will to carry on and ensure that the justice will prevail.
I am now preparing to run “Burning Empires” RPG again and the nature of this game makes it so easy and so tempting to use similar themes. Who nows, perhaps even create such an incredible emotional tension.
If you have not seen “BSG” - these two episodes alone are worth to watch the whole thing. As great as the series is - I think these are unmatched. If you are for some more intellectual and even more gripping story – do yourself a service and read “A deepness in the sky”

20.03.2010

Podcasts you might like

I decided to compile a short list of my favorite podcats in different categories.
So here it is, enjoy!

Science

Most of the podcasts I listen deal with science, the winner of this category is:
"Radiolab", which presents science topics in a fascinating way. It is simple, funny and engaging. This is a show made by a professional radio station so the quality is top notch. My favorite show was on Parasites (aired on 080909).
If you want to be on top of the hot science news I recommend “Nature” podcasts. They present results of cracking research published by the “Nature” journal. It is more technical than Radiolab but a must for serious science geeks.

Short stories

This is a hard category – there is a few podcasts that I absolutely love but one is closest to my heart -
Escapepod - a fantastic selection of best short science fiction stories. My favorite is Ted Chiang's “Exhalations”(episode 194).
The most funny podcast that I have to mention is “Drabblecast”. It is weird and wonderful.

History

Here the winner is Hardcore History - The ghosts of Ostfront episodes were simply amazing.

Boardgames

Well, guess what – of course I had to pick Dice Tower. Tom and his co-hosts are very knowledgeable and they put hell of a show if you are into Boardgaming hobby.

RPG games

This is hard. There are many but I like Yog-Sothoth the most. It deals with Call of Cthulhu and all the things Lovercraft and is done with zest and unmatched British humor.
I would be unjust if I did not mention other that I loved but sadly are now defunct - “Durham 3” that taught me a lot about Indie gaming and “Sons of Kryos” - a lot of good RPG advice. On the brighter note “The game master show ”seems to do a fine job. Finally, I will mention “The voice of the revolution” that presents all the weird and wonderfull Indie games.

Skepticism

This is a topic close to my heart. Popularization of science and fighting the anti-science is important and interesting subject. My beloved podcast in this category is “The skeptic guide to the universe” - made by intelligent, competent and most importantly funny crew. I love their interesting discussions on current scientific progress and controversies. They did a great reporting on a “climate gate” and their quizzes are really challenging. Listen to it even if you think you do not like science.
I have to mention here also “Skepticality” - they were one of the first podcasts I started to listen to and I still have them in a high regard.

13.02.2010

Neal Stephenson makes you smarter

I love books by Neal Stephenson. Now, I have said it. Make no mistake - I am not objective. I have enjoyed all of them – starting from “Snowcrash”, through “Cryptonomicon”, “Baroque Cycle” and even “In the beginning there was a command line”. This book was the last drop that pushed me irrevocably on my way toward Linux and Open Source. I love his prose so much that I decided not to read “Diamond Age” so I will always have one more yarn of his to read in case of emergency. So be warned - I am a hopeless Fanboy.
I have finished reading his latest book “Anathem” - and I feel I need to share my thoughts on this wonderful book.
It is a behemoth. Counting almost 1000 pages of dense prose that deals with complicated ideas. It is certainly not as intimidating as “Baroque cycle” but one has to approach it with a healthy dose of respect. This assessment was quickly confirmed by first fifty pages of the book. It was hard and confusing. I did not give up – I am a seasoned reader of Stephenson's works, so I fully expected that a fair amount of mental work is in order. There is a heavy use of made up words and the world presented in the story is strange and exotic. Nevertheless any self respecting fan of SF should be able to go through this rather daunting beginning without too much trouble.
This work pays off. Neal Stephenson takes a reader on an incredible ride, rich in ideas dealing with philosophy, mathematics, science and history. This is what makes this book great and memorable read. Sure, I love gun blazing, fast paced stories as much as anyone else. Anathem has certainly its share of such moments but the pacing of the story is rather slow. What is important in the novel are ideas – the story and characters serve to present these ideas. And Anathem is doing this task very well.
Come to think about it – most memorable books are not necessary those with a great plot but those that left me with my jaw dropped and head buzzing. That is one thing that SF seems to be so uniquely suited for. A knowledgeable author can take our current knowledge and project it into the future trying to show how societies and humans could be influenced by technology and science. That sound fairly obvious but I have a feeling that only few authors really does it well. Think about Asimov and psychohistory - I agree, the premise was unrealistic but still it left me wondering about shaping the history and how and if dangers of the future can be averted. What about Dune? Sure the story was great, but how much time did I spend thinking about terraforming of the Dune and biology of Shai-Hulud or a question what can cause humanity to renounce thinking machines? “The Mars Trilogy” by Kim Stanley Robinson inspired me to think about alternative economies as did Bruce Sterlings “Distraction”.
I am fully convinced that “Anathem” belongs to the above mentioned category. Stephenson created within this story a framework to discuss wide array of subjects from purely scientific such as platonic world of geometrical objects, quantum theory, a nature of the Universe to more mundane – rise and fall of the civilizations and position and value of religion in the society. He was able to put a bold new spin on these subjects. Not in a form of immediately testable scientific hypotheses, for sure. I think that he delivered an approachable and fascinating treatise on some of the more wild ideas that physicists are discussing over drinks after official part of the scientific conference is over.
I will most certainly read “Anathem” again - I doubt I was able to grasp all the ideas contained in this book.
To illuminate this problem I will mention that while reading, I had a vague recollection that some of the discussions on consciousness the characters were having sonded very similar to the arguments presented in the “Emperor's new mind” by Roger Penrose. Well, as I found out after browsing “Anathem” website, Stephenson used this and many, many more books to meticulously construct his world and the story. It makes me feel deepest respect and admiration to the work that was put into creating “Anathem”. It also explains that his books are released so rarely.
I should criticize this book a bit – it is not perfect but I must add that I would not have it any other way. It is Stephenson - I like his slow, meandering style, long digression and feeling that I am learning a lot while reading.
The things that could be better are mainly characters. They well likable and interesting but not very memorable. In large part characters served to present ideas and not “human drama”. There is certainly a romance and hard choices, parts were I laughed and even when I felt like crying but there are writers that are doing this things much better than Stephenson. What he is doing best is to amaze the reader and make him think. All in all – after reading “Anathem” I felt smarter – and this is always a good sign.
And that is why I hope there will be more books by him. I will buy and read them no matter what most of the SF readers think.